Nadchodzą wakacje. Smucę się i boję. Smucę się, bo nie chcę rozstawać się z moimi kochanymi ludźmi na te dwa miesiące. Boję się tego, co było po ostatnich wakacjach. Mam jakiś uraz psychiczny, który chyba nieprędko się zagoi. Pamiętam siebie we wrześniu, październiku, listopadzie. Nie byłem sobą, miałem zachwianą równowagę psychiczną na skutek wakacji. Boję się. Nie chcę powtórki z tamtego czasu. Muszę dokonać poważnych wyborów, aby tego uniknąć.
Nie wiem, co działo się dziś w nocy :P Zasnąłem o 23, a rano spojrzałem w komórkę i zobaczyłem mnóstwo smsów i telefonów między północą a pierwszą. Boję się tylko, że kogoś uraziłem :/ Nic nie pamiętam! Przepraszam za ewentualne nieprzyjemności. Ostatnio śnię bardzo intensywnie, nie pamiętam wiele rano, tylko jakieś strzępki obrazów i ogólne przemęczenie. Wolę nie śnić.
Ktoś wspomniał w komentarzu, że większość facetów jest fałszywa (Ktoś, bo niestety nie podpisał się ;p). Czasem myślę, że ktoś o takiej opinii powinien może zmienić środowisko w którym przebywa. A czasem tak mi się zdaje, że wszyscy [faceci] jesteśmy tacy sami. Tylko niektórzy potrafią zapanować nad pewnymi rażącymi cechami. Ale nic nie poradzimy na to, że czasem krew odpływa z mózgu do... na właśnie. Bywają sytuacje, że ciężko jest nad sobą panować, że trzeźwe myślenie nie przychodzi z łatwością. Ale starajmy się być dobrymi ludźmi. Bo wystarczy, że będziemy się wzajemnie szanować i traktować "z miłością". Co jeszcze chciałem dodać... Łatwo się zawieść na drugim człowieku. I nie chodzi tu o to, że to tylko kobiety zawodzą się na nas. My też zawodzimy się na kobietach i lepiej nie debatujmy na ten temat, kto kogo częściej krzywdzi. Pytanie brzmi, skąd zawód? Czy poznając kogoś od razu idealizujemy sobie tę osobę i zawodzimy się, gdy poznajemy jakieś straszne cechy, które nie współgrają z tym naszym doskonałym obrazem owej osoby? Czy może odbieramy kogoś takim, jakim on chce być odebrany, a w pewnym momencie wychodzą cechy, których nieopatrznie osoba ta nie zdąży ukryć?
Co do Miłości. To na ostatniej religii doszedłem do wniosku, że gadanie o Piekle i Sądzie Ostatecznym to totalna bajka. Jeśli Bóg jest Miłością, wówczas nie może być Sędzią. Miłość jest bardzo subiektywnym uczuciem. Myślę, że teoria o nieskończonym miłosierdziu Boga, który przy końcu świata zbawi wszystkich i każdy będzie mógł cieszyć się wiecznością w Niebie, jest prawdziwa. Powiedzcie, czy z taką świadomością nie żyje się lżej? ;)
Koniec mojego motania, chciałbym Wam jeszcze na koniec polecić piosenkę i w ogóle zespół, który ostatnio wciąż męczy me głośniki -
Killswitch Engage - My Last Serenade.
I wrzucam jeden z ostatnio napisanych tekstów :)
Utracone marzenia
Panicznie boję się
otworzyć oczy me,
wsłuchuję się w serca rytm.
Arytmicznie toczy krew...
Ono umiera ze mną,
Z myślą ciało budzi się,
każdy mięsień obolały,
bólu wewnętrznego jęk.
ref.
Za oknem świat,
nie jestem jego elementem.
Natłok spraw,
kiedyś się tego wyrzekłem.
Jestem na
samotnym marginesie.
Marzenia...
przepadły z kretesem.
Gdzie jest do cholery
ta pieprzona strzykawka?!
Ręka się już trzęsie,
rzuca mną kolejna drgawka.
Na igle krew,
nie moja, zarażona,
jebie mnie to, znów konwulsja,
na łyżce zagrzana porcja.
Już w krew poszła...
var.
Odpływam w świat odległy
Musisz mi uwierzyć, on jest taki piękny...
Tylko tu marzenia się spełniają.
Rozmawiamy, w pustce tkwiąc, ja i mój anioł...
Cholera jasna, coś
poszło nie tak jak trzeba
widzę siebie i oczu nie otwieram...
Umieram?
Czuję jego dłoń
na moim ramieniu.
Anioła mego wsparcie,
pomaga mi w cierpieniu.
ref.
Za oknem widzę świat,
byłem jego elementem.
Natłok spraw,
przed którymi uciekłem.
Byłem sam,
na martwym marginesie.
Uzależnienie...
przepadłem z kretesem...
To nie moja wina,
że życie to ruina,
moi bliscy się poddali,
pozostała ona...
Heroina...